poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Historia z kolonii.

List od 'wielbiciela'. 

 
   18 lipca tego roku pojechałam kolonią do Bułgarii. Jechaliśmy tam 31 godzin, a na tyłach siedzieli całkiem fajni chłopcy, niestety ani razu z nimi nie gadałam.
   Po dotarciu do celu tj. Balchik wysiedliśmy z autobusu i poszliśmy zakwaterować się do hotelu. Kolejne dni były idealne. Słoneczko grzało, przez co wszyscy ładnie się opalili. Każdego dnia chodziliśmy na basen lub nad Morze Czarne.
    Pewnego wieczoru, gdy byliśmy już po kolacji, miałam chęć poznać tamtych chłopaków. Ale  nie wiedziałam jak to zorganizować. Stwierdziliśmy z przyjaciółmi, że napiszemy list, lecz był mały problem. Nikt nie chciał, żeby było napisane gdzie mają oddać list. Stwierdziłam, że napiszemy numer pokoju Szymona i podpiszemy się : Twój kociaczek Szymon. Koleżanki podrzuciły karteczkę do odpowiednich drzwi. Niedługo później usłyszeliśmy, że Ci dwaj szukają naszego kolegi.  Osoby w to zamieszane bały się. Ja razem z moją koleżanką Julką śmiałyśmy się z tego. Przynajmniej zaczęło się dziać coś ciekawego. Później rozeszliśmy się, jednak dziewczyny miały newsa, więc większość znowu znalazła się w jednym pokoju. Okazało się, że minęły się z Bossami <tak ich nazwałyśmy>. Niedługo po tym wpadła zdyszana Julka. Wszyscy zamarli... Każdy był ciekaw co powie. Dowiedzieliśmy się, że Paweł rozmawiał z tamtymi chłopakami. Podobno byli w ich pokoju i pytali o Szymona, o którym było napisane w liściku. Stwierdziłam, że nie ma co.
    Opowiedzieliśmy Szymonowi o wszystkim. Był trochę zdenerwowany, ale nie dziwię się. Razem z nim poszłam do jego pokoju. Czekaliśmy i rozmawialiśmy. Nagle... Słychać było głośne walenie do drzwi... PUK! PUK! PUK! Przyjaciel poszedł otworzyć, jego oczom ukazali się "Bossy". Kazali mu wyjść przed drzwi. Stwierdziłam, że muszę z tym coś zrobić w końcu ja go w to wplątałam, bo to ja wpadłam na ten pomysł. Wyszłam do nich. Byli bardzo wkurzeni. Przez 3 sekundy nie wiedziałam co zrobić. W końcu wydusiłam z siebie następujące słowa:
-Ej, chłopaki, to dziewczyny pisały nie on.
Dostałam odpowiedź natychmiastową:
-Na pewno? - Odrzekł jeden z nich. -Tak. - Rzuciłam szybko.
-To więcej nie piszcie bo będzie źle.
Rzucili w niego liścikami i poszli.
Razem z Szymonem wpadłam do dziewczyn. Opowiedziałam całe zdarzenie, a one odetchnęły z ulgą. Następnego dnia pytałyśmy młodszych czy słyszeli jakieś pukania, ale na szczęście już spali i nie powiedzieli pani. Szczęśliwi spędzaliśmy każdy dzień tak samo jak na początku, tyle, że tym razem spoglądaliśmy się na tamtych chłopaków, a oni na nas. :)

Uwaga! Zbieżność imion przypadkowa. 

/Tyśkaa.


2 komentarze:

  1. xdd No musiałam jakoś napisać, przecież nie będę pisać prawdziwych imion ;x

    OdpowiedzUsuń